Pocztówka z Wietnamu – Hanoi i Saigon

W Wietnamie spędziliśmy łącznie dwa tygodnie odwiedzając zarówno północną, jak i południową stolicę kraju – Hanoi i Ho Chi Minh. Położone na dwóch przeciwległych krańcach miasta różnią się niemalże wszystkim – klimatem, historią, kulturą i jedzeniem. Dlatego jeśli zastanawiacie się, którą stolicę wybrać, zdecydowanie powiem Wam, że obie.

Klimat

Pierwszą rzeczą, którą odczujemy zaraz po przyjeździe do miast jest różnica w pogodzie. Wietnam rozciągnięty jest w długości 1650 kilometrów, a więc pogoda na północy znacznie różni się od tej na południu. Hanoi leży w strefie klimatu zwrotnikowego, występują tam cztery pory roku, a pogoda bywa bardzo kapryśna. Podczas naszego pobytu w październiku mieliśmy 25 stopni, co było idealną temperaturą na zwiedzanie.

Hanoi

Sajgon leży na południowym krańcu kraju, w klimacie równikowym z obfitą porą deszczową oraz wysokimi temperaturami niemal przez cały rok. Mimo, że zwiedzaliśmy go pod koniec pory deszczowej, trafiliśmy tylko na jeden dzień obfitych opadów. Wygląda to tak, że w kilka minut ulice miast zalewa istna powódź, woda dostaje się do przydrożnych barów, restauracji i sklepów. Po chwilowym oberwaniu chmury wszystko zaczyna parować, a miasto ponownie ogarnia fala upału i wilgoci. Bardzo wysoka temperatura w Saigonie utrudniała nam zwiedzanie, a każde dłuższe wyjście na zewnątrz było sporą udręką. Saigon ma także znacznie wyższy wskaźnik zanieczyszczenia powietrza, co powodowało dodatkowe atrakcje, jak drapanie gardła, szczypanie oczu, katar i ból głowy. Negatywne skutki smogu może pomóc zniwelować zwykła maska, którą kupicie za grosze w każdej aptece.

Saigon w dzień
Saigon nocą

Miasto i atrakcje

Hanoi to stolica Wietnamu i drugie co do wielkości miasto w tym kraju. Życie płynie tam zdecydowanie spokojniej niż w Saigonie i gdyby nie przeklęte, wszędobylskie skutery, spacer po tym mieście byłby czystą przyjemnością. Posiada uroczą starówkę, wypełnioną knajpkami, straganikami, herbaciarniami oraz zadbane parki i skwery, idealne na odpoczynek. Styl architektoniczny jest połączeniem pozostałości z czasów kolonializmu francuskiego oraz tradycji chińskiej. Podczas naszego pobytu odbywały się liczne imprezy, np. Fashion Week, występy szkół i koncerty na żywo, co pozwoliło mi stwierdzić, że Hanoi jest miastem niezwykle rodzinnym i rozrywkowym – w dobrym tego słowa znaczeniu.

Most wschodzącego słońca, Hanoi

Świątynia Literatury, Hanoi
Świątynia Literatury, Hanoi

Jest także bogate historycznie i kulturowo, o czym można przekonać się wybierając się do przepięknej Świątyni Literatury, Mauzoleum Ho Chi Minha, czy inspirującego Muzeum Kobiet. W Hanoi znajduje się także słynne więzienie Hoa Lo, w którym przetrzymywano jeńców wojennych i więźniów politycznych – to miejsce pełne mrocznej przeszłości i doskonała lekcja historii Wietnamu. Hanoi to także baza wypadowa do najpopularniejszej zatoki Ha Long – jak dla mnie najpiękniejszego miejsca na ziemi, o którym napiszę w oddzielnym poście.

Hoa Lo Prison

Czas na Sài Gòn, a raczej Ho Chi Minh, które nazwę otrzymało na cześć lidera wietnamskich komunistów z północnej części kraju. Dawna nazwa miasta, Saigon, była używana jako synonim bałaganu i chaosu, co do tej pory wydaje się być dla mnie zupełnie zrozumiałe. Miasto ze względu na ogromne zniszczenia w czasie brutalnego konfliktu zbrojnego, zostało odbudowane w stylu nowoczesnym. Budowle z czasów kolonialnych wyburza się na rzecz biurowców i drapaczy chmur. Z jednej strony Saigon to centrum finansowe i biznesowe, które rozwija się w zatrważająco szybkim tempie. Z drugiej, to jednak miasto pozbawione metra i sprawnej komunikacji miejskiej. Kierowcy, którzy jeżdżą jak im się żywnie podoba, skutecznie utrudniają najprostszą czynność przechodzenia przez pasy. Podczas krótkiego pobytu kilka razy byłam świadkiem potrącenia pieszych (i to nie tylko turystów). Kierowcy skuterów  jak gdyby nigdy nic odjeżdżają, nie interesując się nawet stanem poszkodowanych. Chodniki służą do parkowania skuterów lub by ominąć korek, więc zmuszeni byliśmy chodzić poboczem ruchliwej ulicy. W mieście panuje ogólny chaos, dlatego trzeba liczyć się ze stuprocentowym skupieniem, by ze spaceru wrócić bez obrażeń.

ruch uliczny w Saigonie

Jeśli chodzi o atrakcje, polecam wybrać się do Muzeum Pozostałości Wojennych, traktując odwiedziny jako cenną lekcję z wydarzeń wojny wietnamskiej. Jeśli chodzi o Muzeum Ho Chi Minh, warto tam pójść ze względu na urok miejsca i przepiękną architekturę. Ekspozycje jednak nie wywarły na nas piorunującego wrażenia.

Muzeum Pozostałości Wojennych, Saigon

Mówiąc o rozrywce, Saigon ma wiele fajnych miejsc na spędzenie czasu. Znajduje się tam sporo barów o różnorodnej tematyce, super restauracji i klimatycznych kawiarni. Wydaje się, że Ho Chi Minh nigdy nie zasypia, jednak wychodząc po zmroku na ulicę spodziewajcie się istnego sajgonu. Główne ulice zalewa fala turystów szukających rozrywki, lokalnych naganiaczy i młodych dziewczyn oferujących „masaż”. Hałas rozbrzmiewającej klubowej muzyki, neony, napierający tłum, duchota i smród – tak właśnie zapamiętałam wieczorne wyjście do centrum. Nie moja bajka, ale każdy lubi co innego. Jeśli oczekujecie niezapomnianych wrażeń, Saigon z pewnością Wam je zapewni.

Ludzie

Odniosłam wrażenie, że w północnej stolicy ludzie są bardziej zdystansowani i nieco chłodniejsi w obyciu. Nie oznaczało to jednak, że spotkaliśmy się z niechęcią, czy wrogością. W Hanoi ceni się spokój, pielęgnuje się rodzinne wartości i troszczy o bliskich. W Saigonie można spotkać znacznie więcej otwartych, chętnych do rozmowy ludzi, jednak także naganiaczy i napastliwych handlarzy.

Saigon
Hanoi
Hanoi

Jedzenie

Stolica Wietnamu urzekła nas spokojem i pięknymi zabytkami, jednak totalnie nie zachwyciła jedzeniem. Przez tydzień pobytu w Hanoi nie zjedliśmy nic, co zapamiętalibyśmy na długo. Plusem są przygotowane ze świeżych składników potrawy, nie mieliśmy problemu ze znalezieniem także wegetariańskich miejscówek.

Dania jednak w większości są mało doprawione, dla nas zbyt łagodne, tęskniące za równowagą pięciu podstawowych smaków. Może mieć to związek z wieloletnim wpływem francuskiej kuchni – w Hanoi bez problemu znajdziemy piekarnie lub ciastkarnie z deserami w europejskim wydaniu.

Pod względem jedzenia zdecydowanie wygrywa Saigon. Ze względu na wysokie temperatury, kuchnia jest tam bardzo zbliżona do tajskiej, bardzo wyrazistej i konkretnie doprawionej. Tam zajadaliśmy się pysznymi „claypot’ami”, czyli jednogarnkowymi, warzywnymi daniami serwowanymi z ryżem oraz banh mi – nadziewaną warzywami bagietką.

Oczywiście nie sposób zapomnieć o sajgonkach (spring rolls) przyrządzanych na nieskończenie wiele sposobów – świeże, smażone, z rozmaitymi wersjami nadzienia. Saigon rozłożył mnie na łopatki pod względem różnorodności moich ukochanych zup. Do najlepszych zaliczam tę z glonami i kluskami udon, pomidorową z ananasem i tofu-klopsikami, a także wegetariańską pho z grzybami.

Mimo, iż uważam, że oba miasta są warte odwiedzenia, w moim osobistym porównaniu zwycięża Hanoi. To miasto, które najwięcej opowiedziało mi o Wietnamie i rozpaliło chęć na zapoznanie się z jego inspirującą historią. To tam mogłam dogłębnie przyjrzeć się spokojnemu życiu mieszkańców i temu, jak bardzo dbają o codzienne rytuały. Saigon to dobre miejsce na oderwanie się od rzeczywistości i poznanie dzikiej strony tej dynamicznie rozwijającego się miasta. To okazja na zauważenie, jak poważnie kiedyś zrujnowane miasto dogania największe azjatyckie stolice.

Do zobaczenia w kolejnym poście!

M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *