Co myślę o tatuażach

Do dziś słyszę w głowie słowa mojej mamy, kiedy zrobiłam sobie pierwszy tatuaż na udzie: „urodziłam Cię zdrową, liczyłam palce, chuchałam, dmuchałam, a Ty tak się skrzywdziłaś”. Mamą okropnie wzdrygało na myśl o dużej dawce bólu i cierpienia, które zafundowałam sobie na własne życzenie. Ale jako, że tatuaż był w mało widocznym miejscu i często chowałam go pod długimi spodniami, udało się wyciszyć złości i żale, przynajmniej do czasu następnej ozdoby. Kolejnym razem rozwścieczyłam rodziców różami na obojczykach. Pamiętam, że obrazili się na mnie i grozili ucięciem środków, skoro „tak nieumiejętnie zarządzam pieniędzmi, wydając na oszpecające tatuaże”. Nie było lekko, jednak z czasem zrozumieli, że tej bitwy ze mną nie wygrają. Na moim ciele pojawiały się kolejne „dekoracje”, za które płaciłam już moich własnych pieniędzy. Pomimo różnicy poglądów, byłam jednak w stanie zrozumieć ich złość i obawy, dlatego aby nie dolewać oliwy do ognia starałam się nie odkrywać tatuaży na rodzinnych spotkaniach.

Nie ma się co dziwić reakcji starszego pokolenia. Do niedawna tatuaże kojarzyły się z grupami przestępczymi, kryminałem i skandaliczną formą wyrażania siebie i swoich poglądów. Dziś rozpatrujemy je w kategorii mody, trendu ale i sztuki wykonywanej na żywym płótnie. Scpetyk zapyta: „Ale po co”? Tyle, ile osób, tyle czynników motywujących do zdobienia ciała: „Bo mi się podoba”, „Bo chcę się wyróżnić”, ” Bo chcę być, jak…”. Jakbym miała głębiej zastanowić się nad tym, która motywacja jest mi nabliższa, powiedziałabym, że wszystkie jednakowo.

#popierwsze

Tatuaż ma dla mnie ogromne znaczenie estetyczne, nie zawsze musi coś znaczyć, a jedynie atrakcyjnie się prezentować i skutecznie upiększać moje ciało. Stąd też moje zamiłowanie do tatuażu kolorowego, motywów zwierzęcych lub kwiatowych, które tworząc małe dzieło podkreślają dodatkowo zmysłowość i kobiecość. Nie wyznaję zasady, że każda „dziara” musi mieć głębszy sens i nawiązywać do konkretnych wydarzeń, miejsc, czy ludzi. Wyjątkiem są napisy, cytaty i daty, które same z siebie niosą jakąś głębszą myśl i odnoszą się do konkretnych znaczeń. Do tego typu tatuaży należy jednak podchodzić ostrożnie – życie pisze różne scenariusze, pewne rzeczy lub osoby tracą na znaczeniu, a wydarzenia przestają być aktualne.

#podrugie

Chęć wyrażenia siebie za pomocą tatuażu to rzecz dla mnie zupełnie oczywista. Myślę, że w każdym z nas tkwi choć niewielka potrzeba bycia wyjątkowym, unikatowym, innym niż wszyscy. Wyrażamy to ubiorem, makijażem, zachowaniem, chcąc podkreślić swój indywidualny styl. Dokładnie taki sam mechanizm towarzyszy „naznaczaniu się” unikatowymi projektami od tatuatorów, prac wyjątkowych na swój sposób, o charakterystycznym stylu, mających dla nas ogromną wartość sentymentalną.

#potrzecie

Argument w rodzaju „tatuuję się, bo chcę być jak moi znajomi” lub „czuję przynależność do danej grupy” z pozoru może wydawać się dość kontrowersyjny i kojarzyć się z zamiarem bezmyślnego podążania za modą lub kopiowania zachowań środowiska, którym się otaczamy. Podchodząc do tematu z nieco innej strony i bazując na własnych doświadczeniach, dostrzegam sens takich zachowań, które pozwalają nam identyfikować się z konkretną grupą społeczną. Wpływ na odnalezienie mojego miejsca w społeczeństwie niezaprzeczalnie miała muzyka. Najpierw mój tata zaszczepił we mnie miłość do legendarnego rocka, a następnie starsza siostra zapoznała mnie z punk rockiem. W etap dorosłości wchodziłam więc śledząc gwiazdy muzyki, oglądając amerykańskie ikony rocka w teledyskach, jeżdżąc na festiwale i koncerty pełne kolorowych ludzi, a w końcu – obracając się w towarzystwie kochającym nie tylko muzykę i dobrą zabawę, ale także unikatowy wygląd, w tym właśnie modyfikacje ciała – piercing i tatuaże.

#poczwarte

W Polsce nadal duży problem stanowi akceptacja tatuażu w miejscu pracy. Pracodawcy często z góry skreślają wytatuowanych kandydatów, jakoby były to osoby o mrocznej przeszłości lub zachwianym zdrowiu psychicznym. Pomimo, że sama czekam na moment, kiedy tatuaże nie będą stanowiły żadnego problemu w pracy niezależnie od stanowiska, przed wykonaniem każdej nowej ozdoby podchodzę ostrożnie, poprzedzając ostateczny wybór miejsca dłuższą chwilą zastanowienia. Żyjemy tu i teraz i nie ma co zgrywać wielce wojujących, mówiąc „to ja w takim razie nie chcę takiej pracy, gdzie oceniają mnie po wyglądzie, a nie po tym co potrafię”. Jasne, ocena umiejętności człowieka przez pryzmat jego wyglądu jest wysoce niesprawiedliwa, jednak jest to trochę walka z wiatrakami – ludzie oceniali, oceniają i oceniać będą książkę po okładce, szczególnie jeśli w grę wchodzi bezpośrednia obsługa klienta np. w banku, czy państwowej instytucji. Podczas rekrutacji spotkamy się z szeregiem wymagań pracodawcy, a jednym z nich może być właśnie wymaganie dotyczące wyglądu – pracodawca ma prawo nie akceptować osoby z tatuażami w roli swojego pracownika z wielu powodów (nie zawsze osobistych) i czy oburza nas to, czy nie – musimy się z tym pogodzić. Choć osoby z „rysunkami” na ciele coraz rzadziej spotykają się z dyskryminacją w pracy, prawdą jest, że w Polsce musi minąć jeszcze trochę czasu, aby przez odważny wygląd nie tracić szansy na wymarzoną posadę. Dobrze jest więc podchodzić do tej kwestii ze zdrowym rozsądkiem, analizując wszystkie za i przeciw, by nie musieć później narażać się na niekomfortowe sytuacje, zakrywać ciało od stóp do głów lub cierpieć z powodu braku pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *